Moje muzyczne studia zagranicą

piątek, 10 marca 2017

Nowy VLOG - INTRO - MISSION LIVERPOOL

Pojawił się nowy vlog na kanale youtubowym -  muzotok. 
Zapowiedź vlogów z podróży do Liverpoolu. 
Już niedługo nowe odcinki. 
Zapraszam!


poniedziałek, 6 lutego 2017

Pieśń żakowska nr 4 - Mecz Polska vs Szwecja

Przed nami kolejna Pieśń żakowska!

Tym razem w wykonaniu koleżanki z klasy, Angeliki Kwiatkowskiej,
studentki klasy skrzypiec na Akademii Muzycznej w Gdańsku.
Angelika opowiada o swoich erasmusowych przeżyciach w Szwecji - zapraszam:)



Piszę ten tekst spędzając moje ostatnie dni na Erasmusie w Szwecji.
Są to moje świeże wrażenia zebrane na gorąco.


Studiuję grę na skrzypcach w Gdańsku i obecnie jestem na trzecim roku licencjatu. W zeszłym roku podjęłam decyzję o wyjeździe na Erasmusa. Zachęciły mnie zachwyty znajomych, którzy wrócili z wymiany oraz mojej siostry, która po semestrze na studiach w Göteborgu postanowiła kontynuować tam naukę.


Wiedziałam, że chcę wyjechać, pozostał  tylko wybór miejsca. Wybierałam pośród uczelni,
z którymi Akademia w Gdańsku ma podpisane umowy. Pierwszą selekcję miałam załatwioną przez uczelnię. Od dawna ciągnęło mnie raczej na północ niż na południe Europy. Rozważałam Danię, Szwecję i Finlandię. Ostatecznie mój wybór padł na
Högskolan för Scen och Musik w Göteborgu.
Byłam tam już wcześniej odwiedzając siostrę, miałam okazję obejrzeć akademię i przyjrzeć się jej pracy.



Część kafeterii i widok na patio




Proces aplikacji nie jest szczególnie trudny, ale wymaga zadbania nieco o formalności.
Wielką pomocą służyły mi w tym panie z biura współpracy międzynarodowej z Akademii w Gdańsku. Jeśli mogę służyć radą, to wszystkim studentom, którzy myślą o wyjeździe na Erasmusa polecam dbać o oceny już od pierwszego semestru. Czas szybko płynie, a decyzja o przyznaniu grantu na wyjazd zależy od średniej ocen. Na moim przykładzie -  postanowiłam wyjechać na trzecim roku, więc musiałam aplikować będąc na drugim roku z ocenami z pierwszego…


W końcu, w drugiej połowie sierpnia (w Szwecji rok akademicki zaczyna się miesiąc wcześniej niż u nas) nadszedł czas na wyjazd. Pierwszy tydzień w nowym mieście był wypełniony spotkaniami powitalnymi i informacyjnymi dla zagranicznych studentów z wszystkich fakultetów. Uniwersytet naprawdę zadbał, żebyśmy czuli się jak najmniej zagubieni w nowym środowisku. Mieliśmy wykłady o podróżowaniu po Szwecji, ubezpieczeniu, mieszkaniu, o zwyczajach Szwedów. Wszystko doskonale zorganizowane. Do tego stopnia, że były nawet wspólne studenckie wyjazdy do IKEA! (Nie omieszkałam skorzystać ;))


Typowy lunch w szkole. 
Nie ma co ukrywać, że w Szwecji jest drogo, więc prawie wszyscy studenci przynoszą sobie obiady w pudełkach.




Jak ktoś zapomni ze sobą lunchu, to nic straconego. 
W szkole są małe kuchnie więc od biedy można sobie coś nawet ugotować!


Po kilku dniach wstępu zaczęło się studiowanie na Akademii. Są to studia międzynarodowe, więc językiem wykładowym jest angielski. Wydział instrumentalny jest dość mocno skoncentrowany na orkiestrze  i odnoszę wrażenie, że to projekty orkiestrowe w dużej mierze wyznaczają rytm semestru.



Próba do jednego z projektów


Sporym zaskoczeniem było dla mnie to, że nie miałam tygodniowego planu zajęć na cały semestr (tak jak w szkołach w Polsce), tylko każdy tydzień wyglądał inaczej. Uważam, że to świetne rozwiązanie dla muzyków, bo żadne zajęcia nie kolidują ze sobą i nie ma problemu, jaki często zdarza się w Gdańsku, gdy próby orkiestry nachodzą na inne zajęcia.


Szybko też zorientowałam się, że w zasadzie będę miała stosunkowo niewiele godzin zajęć tygodniowo. Taki system sprawia, że naprawdę mamy czas na ćwiczenie, a to przecież podstawa nauki muzyków. A jak już jesteśmy przy ćwiczeniu, to kolejna sprzyjająca okoliczność – tutaj zawsze znajdziesz wolną ćwiczeniówkę!

Jestem pewna, że nie każdemu/każdej odpowiadałby styl nauki w Szwecji. Mam na myśli to, że tutaj bardzo wiele zależy od indywidualnej organizacji pracy. Uczelnia daje sporą wolność i być może na niektórych/niektóre mogłoby to podziałać rozleniwiająco. Nie ma tutaj rządów silnej ręki i oczekiwania, że spełnimy czyjeś wymagania. Tutaj naprawdę poczułam, że „uczysz się dla siebie”. Wiem że to banał, ale uświadomienie sobie tego dało mi poczucie wolności. Studiując tutaj miałam nieustanne wrażenie, że to uczelnia i cała kadra jest dla nas, studentów, a nie odwrotnie.


Dla studentów z Polski początkowo dziwny może być zwyczaj mówienia do wszystkich po imieniu. Nieważne czy to wasz profesor, dziekan czy rektor – będziecie musieli się przełamać ☺. Nie jest to czymś wyjątkowym dla mojej akademii, wynika to raczej z ogólnoszwedzkiego podejścia do równości. Atmosfera na uczelni też jest dość luźna. W ramach ciekawostki, na oficjalnej inauguracji roku akademickiego, wszyscy profesorowie z władz uczelni przemawiali na boso. Nie była to bynajmniej żadna zaplanowana akcja, po prostu tak im było wygodniej (i zdrowiej dla stóp) i akurat tak się złożyło. Dla mnie, mającej w pamięci obraz sobolowych płaszczy polskich rektorów, kontrast był ogromny.


Tzw. "pigeonholes" czyli półeczki podpisane nazwiskami studentów i pracowników. 
Prosta metoda na przekazywanie wiadomości i dokumentów.



Jak już wspomniałam, HSM jest z założenia uczelnią międzynarodową, toteż miałam okazję poznać ludzi z całego świata. Do tego w międzyczasie trafiły mi się okazje wyjazdów do Hiszpanii i Norwegii. Do Hiszpanii poleciałam w październiku na wymianę zorganizowaną w ramach programu Erasmus+ (ale zupełnie niezależnie od moich studiów w Szwecji). Były to warsztaty poruszające kwestie równości genderowej. Przez tydzień prowadziliśmy dyskusje z młodymi ludźmi z sześciu krajów i wspólnymi siłami stworzyliśmy artystyczny performance łączący muzykę, taniec i film którego przekaz dotyczył dyskryminacji na tle różnic genderowych. Wspaniałe doświadczenie! Polecam śledzić na bieżąco jakie wyjazdy oferuje Unia, bo program Erasmus to nie tylko wymiany międzyuczelniane.
Z kolei mój wyjazd do Norwegii związany był z projektem The Norwegian National Youth Orchestra, czyli po prostu złożyłam aplikację na ich kurs zimowy, przyjęli mnie i w styczniu miałam okazję spędzić tydzień grając w orkiestrze w Elverum.


Jeśli ktoś teraz pyta mnie czy polecam wyjechać „na Erasmusa”, to z czystym sumieniem mowię, że tak. Oczywiście w zależności od miejsca, które wybierzemy doświadczenia będą się różnić, ale nie spotkałam jeszcze osoby, która po powrocie żałowałaby wyjazdu. Wymiana daje szansę na złapanie dystansu, poznanie ludzi i innych podejść do nauki/pracy. Jeśli chodzi o mnie to wyjazd do Göteborga uważam za jedno z najważniejszych doświadczeń jakie mnie spotkały.



Mój zespół. 
W ostatnim semestrze grałam z dziewczynami z Niemiec, Finlandii i Szwecji


Zdjęcia z prywatnego archiwum Angeliki

czwartek, 4 sierpnia 2016

Pieśń żakowska nr 3 - muzykologia czyli co studiują muzykoholicy?


Kolejną pieśń żakowską zaśpiewa Julia Kikcio - studentka muzykologi na Uniwersytecie Warszawskim. Posłuchajcie...

Cześć, 
jestem Julia i właśnie skończyłam drugi rok studiów na warszawskiej muzykologii. 
Dlaczego muzykologia? Co to w ogóle jest i z czym to się je? Zacznijmy od początku…


Pewnego dnia poszłam do szkoły muzycznej, na przesłuchania, ot tak, bo namówił mnie kolega. Zawsze mi grało w duszy, więc pomyślałam, że może to nie jest zły pomysł. 

Na pewnym etapie edukacji muzycznej każdy staje twarzą w twarz z historią muzyki. Mnie ten temat,
w niewytłumaczalny sposób, wciągnął. W trzeciej klasie liceum wystartowałam w Olimpiadzie Artystycznej (sekcja: historia muzyki) i… udało się! Nauka się opłaciła, wkuwanie setek utworów na słuchawkę i ABC Kowalskiej od deski do deski. (Choć teraz, będąc na studiach, wiele z tego co w tej książce jest napisane muszę korygować, ale to już inna sprawa ϑ.) Na maturę wybrałam się bez najmniejszego stresu, dzięki Olimpiadzie studia miałam w kieszeni – bezcenne uczucie.

Instytut Muzykologii należy do Wydziału Historii UW. Nie ma u nas zajęć praktycznych, dostać się można bez żadnego wcześniejszego przygotowania muzycznego (na pierwszym roku poznaje się podstawy zasad muzyki oraz harmonii). Jedyne co jest potrzebne to pasja i zaangażowanie. Trzonem programu jest oczywiście historia muzyki - kolejne semestry to kolejne epoki. Oprócz standardowego szkicu historii, poznajemy też historię jazzu i rocka. Nie brakuje również zagadnień związanych
z etnomuzykologią oraz poświęconych wyłącznie muzyce polskiej (kto jak nie my ma ją badać?). 

Muzykologia to, jak sama nazwa wskazuje,  n a u k a  o  m u z y c e. Jest to dziedzina bardzo szeroka, starająca się odpowiedzieć na przeróżne pytania. Nierzadko dla lepszego efektu badań, współpracuje z innymi działami nauki. Na przykład z psychologią, a nawet neuropsychologią (zagadnienia związane z mózgiem). Określa się to „psychologią muzyki” – jak to się dzieje, że jakaś muzyka nam się podoba, inna nie? Co to jest słuch absolutny i skąd się bierze? Jakie jest działanie muzyki 
w terapiach (muzykoterapia)? Czy „efekt Mozarta” to mit? 
Inne połączenie to muzyka + archeologia, co daje nam antropologię muzyki. 
Jakie są początki muzyki? Co to jest muzyka? 


Muzyka + filozofia to estetyka muzyki. Niezwykle interesujący temat, którego przedmiotem jest myśl 
o muzyce na przestrzeni dziejów. Często wyjaśnia wiele przemian, których korzenie sięgają ideologii, przekonań czy modeli piękna przyjętych w danym czasie. 
Pozostają w końcu zagadnienia stricte muzykologiczne takie jak: analiza muzyki, historia gatunków, źródła muzyczne, krytyka muzyczna i tak dalej. Analiza nie jest przez muzykologów traktowana tylko jako suche rozkładanie utworu na czynniki pierwsze. Uwzględniany jest także kontekst powstania danego utworu, okoliczności mu sprzyjające, osobowość kompozytora. Niestety jest to zwykle narażone na domysły i nadinterpretacje, jednak efekt jest co najmniej – inspirujący. W badaniach kontekstu muzykolog często musi zamienić się w śledczego – dochodzić na podstawie pozornie niewiele znaczących przesłanek faktów, a na podstawie szczątkowych informacji odtwarzać bieg historii. 
Opisane przeze mnie wątki nie wyczerpują oczywiście tematu. 
Jeśli czujecie, że mogłoby Was to zainteresować zapraszamy na muzykologię! Obecnie kierunek ten działa w Warszawie (UW), Wrocławiu (UWr), Krakowie (UJ), Lublinie (KUL), Bydgoszczy (UKW) i Opolu (UO). 

W razie pytań, możecie je też kierować do mnie, chętnie na nie odpowiem. 


piątek, 23 października 2015

Pieśń żakowska nr 2 - mecz Polska vs Holandia

W kolejnym poście o studiach muzycznych wypowie się Natalia Szmydt, dwudziestodwuletnia Polka obecnie studiująca w Conservatorium van Amsterdam.


Poniższy tekst to moje pierwsze publiczne słowa o moich  studiach i mieszkaniu za granicą. 
Wiele osób pyta mnie, jak to jest, jak to jest za granicą, czy warto wyjeżdżać... Staram się zawsze odpowiadać bardzo obiektywnie, podając fakty, nie własną opinię- ponieważ każdy szuka w życiu różnych rzeczy, nie chciałabym zachwalać komuś czegoś, z czego nie będzie zadowolony. Skoro jednak ktoś mnie zapytał - nie: „jak to jest w Holandii?”, a: „jak Ty się tam czujesz?”- postanowiłam opowiedzieć o sobie subiektywnie i szczerze.

W Holandii mieszkam od roku- przeprowadziłam się początkowo tylko na wyjazd programu Erasmus- na cztery miesiące. Zostałam jednak na stałe. Studiuję muzykę, pracuję częściowo w zawodzie. Dlaczego skrzypce i czy da się z tego żyć? Czy warto? Nie wiem. Zależy od człowieka, zależy od talentu i szczęścia w życiu. I od tego, by mieć jak najmniejsze oczekiwania od życia, i jak największe od siebie. Mi muzykę wybrała mama, kiedy miałam pięć lat. Przez długi czas szczerze nienawidziłam skrzypiec i klasyki. Grałam, bo tak trzeba było. W pewnym momencie w muzyce się zakochałam, i zakochana już zostałam. Oprócz studiowania pracuję w administracji Conservatorium van Amsterdam, więc jak nie gram to wypełniam księgowości muzyczne. Podoba mi się to.

W Polsce studiowałam w Gdańsku, w Holandii studiuję w Amsterdamie. Różnice oczywiście są horrendalne. Przede wszystkim, Polska od najmłodszych lat zasypywałam mnie godzinami szkolnymi i akademickimi, zmuszając do spędzania większości swojego życia na uczelni, a w mojej specjalizacji- skrzypcach- zmuszała mnie do przygotowania i podążenia jedyną słuszną, wyznaczoną dla wszystkich drogą- zostania solistką lub podjęcia pracy w filharmonii. Co podoba mi się w Holandii to to, że mam 3 godziny tygodniowo teorii, jeden duży projekt orkiestrowy w roku (w kwietniu) i miliony możliwości żeby się rozwijać. W dowolnym kierunku- kameralistyki, muzyki współczesnej, jazz’ie, pop’ie, dodatkowych projektach szkolnych lub pozaszkolnych, konkursach... co tylko uznam za słuszne i rozwijające moją osobę. Doceniam to, ale także wiem, że ma to swoje minusy- wyobrażam sobie dużą grupę moich polskich kolegów z uczelni, którzy mieli by problem z samomobilizacją do pracy.


Cóż jest tak innego w Holandii, że postanowiłam zostać? Lepsza uczelnia lub tak zwane „lepsze warunki życia”? Lepsze płace? Tak i nie. Faktycznie, mieszkanie mam lepsze niż miałam w Polsce, uczelnia przedstawia wyższy poziom w wielu względach, (pieniędzy się większych nie robi, wbrew powszechnej opinii, przynajmniej nie w muzyce) ale co mnie osobiście przekonało do zostania tutaj, jest mentalność ludzi. Uśmiech, dobre słowo, „take Your time”- sekwencja znana i stosowana w każdym wypadku. Nie uważam, żeby Polska tak bardzo odbiegała warunkami życia od Holandii, natomiast mentalność i zadowolenie to zupełnie odrębna sprawa. A wiadomo, kto z kim przystaje, takim się staje- ja za granicą stałam się zwyczajnie szczęśliwsza.

Moje osobiste życie się układa w jedną całość- mam przepiękną kawalerkę, z której widać morze. Mój chłopak wkrótce się do mnie przeprowadzi. Pracuję w administracji uczelni wyższej, a także współpracuję od czasu do czasu z Utrecht Philharmonic, NJO oraz Netherlands Philharmonic. Udało mi się występić na jednej z największych sal koncertowych świata- Concertgebouw, a w marcu będę grać w Operze Narodowej. Każdy dzień przynosi nowe znajomości, nowe trudności do pokonanie w grze na skrzypcach, rachunki do zapłacenia, i rozmowy do odbycia przez internet... wszystko to składa się na proste, skomplikowane życie. 
Natalia

środa, 14 października 2015

Pieśń żakowska nr 1- czyli zwierzenia studenckie

Jaki kierunek obrać? 
Pójść za głosem serca, czy za głosem rozsądku?
Czy będę mieć pracę po studiach? 
A może rzucić naukę? 
A co z podróżą dokoła świata?

Sądzę,że w tym temacie, większość ze środowiska jest mistrzem swych poglądów.Przy tym każdy z tych mistrzów i mistrzyń miało niemałe wątpliwości.


 ------------------------------------------------------------------------



W dzisiejszym poście chciałabym Wam  opowiedzieć
o moich ZAGRANICZNYCH studiach MUZYCZNYCH.





Salzburg



Skąd pomysł na wyjazd za granicę? 


Przez dwanaście lat sumiennie przychodziłam z gitarą do szkoły muzycznej przy ulicy Gnilnej w Gdańsku. Gdy byłam młodsza  rozważałam  wiele opcji studiowania m.in.dyrygentura, muzykoterapia, choreografia, musical, śpiew. Nad studiami gitarowymi rozmyślałam tylko pod kątem sformalizowania dwunastoletniej edukacji.Studiowanie wydawało się takie odległe.


Jeszcze w maturalnej klasie nie wiedziałam co chcę studiować. Nie miałam odwagi  podjąć jakąkolwiek decyzję.Pomysł na wyjazd za granicę podsunęła mi nauczycielka gitary. 
Zimą maturalnego roku,po długiej i płaczącej rozmowie z rodzicami podjęłam decyzję.
Chcę spróbować  dostać się na zagraniczne studia gitarowe.
Za cel obrałam szkoły, w których studiują znajomi -

Koninklijk Conservatorium w Hadze, w Holandii 


Universität Mozarteum w Salzburgu w Austrii.

Uznałam,że jeśli znam kogoś na tych uczelniach to będzie łatwiej mi przejść procedurę aplikacji.Ostatecznie dostałam się na obydwie muzyczne naukodajnie. 



Studia zagraniczne  stały się rzeczywistością...



Obecnie jestem studentką drugiego roku na Uniwersytecie Muzycznym Mozarteum w Salzburgu w Austrii. Studiuję tu gitarę klasyczną.
Ludzie często pytają:  jak studia i jak wyjazd?
Opowiadam o wielu aspektach. 

Na liście obowiązkowych zajęć mam tylko przedmioty muzyczne (np. gitara klasyczna, fortepian, harmonia, lutnia,historia muzyki).Mój tryb pracy jest elastyczny.
Mam propozycje zajęć dodatkowych dla mojego kierunku, a jeśli chcę- mogę napisać e-mail do innego wydziału czy mogę chodzić na zajęcia z poza mojej puli. Takim o to sposobem uczęszczam np. na taniec historyczny, zespół taneczny,śpiew i  zespół jazzowy:)

Nie ma indeksu. Wszelkie meldowanie się na zajęcia wykonuję internetowo. Oceny wystawiane są także w ten sam sposób.Niewątpliwe- jest to oszczędność czasu.



Lekcje gitary mam stosunkowo rzadko - średnio raz na miesiąc- zdarzy się dwa, trzy.

Jest to nowością dla mnie, gdzie z drogą Panią nauczycielką pracowało się baaardzo dłuuugo nad każdym szczegółem,przyjeżdżało się do domu i siedziało się godzinami.
Tu muszę sama się zmobilizować do pracy.
Profesor, u którego się uczę, pochodzi z Kuby. Jest inspirujący. To koncertujący gitarzysta solowy i zespołowy. Prezentuje wszelkie rozwiązania techniczne przy instrumencie.Często porównuje dany problem do innych przykładów z literatury muzycznej.





Mozarteum 


Bogactwo znajomości 


Poznaję tu ludzi z przeróżnych stron świata. Kolumbia, Chile, USA,Kanada, Australia, Turcja,Bułgaria, Włochy itd.
Z koleżanką Greczynką aranżuję mazurki Chopina. Zdążyłam już ją odwiedzić w Grecji, smakować(przytyć...) pysznego jedzenia czy nauczyć się w godzinę piosenki po grecku:)


Mimo stereotypów spotykam na obczyźnie przesympatycznych Polaków.


Dzięki niektórym zdążyłam przeżyć niesamowite chwile.Tańczyłam na bajkowej imprezie swingowej w Wiedniu, śpiewałam na wyjątkowym jamm'ie sessionie, zachwycałam się widokami w Cinque Terre we Włoszech,robiłam pizzę w prawdziwym pizzowym piecu w Monachium!

Życie w Salzburgu jest kosztowne. Dzięki Bogu,dostaję stypendium od miasta Gdańska - stypendium naukowe im. G.D. Fahrenheita. Wraz ze stowarzyszeniem stypendystów spotykamy się, działamy, rozmawiamy.





Cinque Terre


Studia zagraniczne to nie samo studiowanie


Przyznaję się do tego każdemu- najtrudniejszym aspektem studiów/wyjazdu za granicę była dla mnie nauka organizacji życia. W Gdańsku byłam zaangażowana w wielu środowiskach i poczynaniach. Jestem zorganizowana i odpowiedzialna.W Salzburgu  poczułam nowy smak bycia samodzielnym w samotności. Nie chodzi o wielkie poczucie osamotnienia.
Mam na myśli kierowanie własnym bytem. Tu załatwić coś w urzędzie, tu pójść na zakupy, tu posprzątać, ugotować, pogadać na Skype... a trzeba jeszcze poćwiczyć, puść na zajęcia...a przecież dzisiaj jamm wieczorem!:) Uczę się tu wchodzenia w dorosłość, podejmowania na bieżąco swoich decyzji. Poczucie dorosłości- jest czymś trudnym, ale również czymś z czego jest dumna. Przypuszczam,że zostając w Gdańsku nie poznałabym tego tak wcześnie. 

Często dotykają mnie wątpliwości.Gdy wracam do Polski ciągnie mnie przede wszystkim do  LUDZI, projektów, mentalności, ale wiem,że mam w Salzburgu misję,zadanie- któremu muszę stawić czoła:)



 Morał z tego taki...


Każdy obiera swoją drogę. Każdy ma inne aspiracje. Jednak chciałbym zaznaczyć pewną myśl-studia to nie wszystko. Studiuję gitarę,ale chcę rozwijać się też w innym kierunkach. Wiem,że jeśli tylko będę chciała, mogę to połączyć z innymi moimi pasjami.




Studia nie są też końcem świata- nie są podstawą Twego życia, gwarancją,że tak będziesz zarabiał na życie.

Nie musisz się tym sugerować w stu procentach. Czas płynie, a Ty z nim rozwijasz się, zmieniasz się Ty i Twoje decyzje.




Postscriptum


Może takie posty pomogą muzykom (i nie tylko muzykom) w rozpoznawaniu swych dróg życiowych.


Już niebawem pojawią się posty innych osobistości studiujących muzycznie.

Czekamy na opowiadania m.in.  z Gdańska, Warszawy, Hagi, Amsterdamu i wiele innych.



Przybijam każdemu piątkę z Salzburga!

Zuzanna